Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czołem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czołem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 maja 2014

Kultura, społeczeństwo... polityka?

fot. MR

Po co nam ona? Tak mocno się nam narzuca każdego dnia - gdy otworzymy lodówkę, okno, tablet...

Ale może problem polega na tym, że ta „polityka” nam narzucana jest odarta z wszelkich istotnych treści i media niezależne, takie jak nasze pismo, mogą delikatnie zasugerować inne rozumienie polityki... Nie skupiając się na sensacji, nie chcąc też na siłę narzucić swojej wizji świata, a próbując pokazać, że prawdziwa troska o to, co nas otacza, co współtworzymy, jest czymś więcej niż niemądrymi przepychankami tanich cyników zwanych politykami.

Ostatnio pod wpływem polemicznych opinii odnośnie umieszczenia w niedawnym numerze „Menażerii” ukraińskiej flagi, a z drugiej strony – przez skrupuły wynikające z mej niezgody na umieszczenie w miesięczniku ogłoszenia dotyczącego spotkania określającego się bardzo wyraźnie po jednej ze stron naszego bieżącego dyskursu politycznego, zastanawiałem się, gdzie powinna leżeć ta granica albo raczej - pogranicze, za którym stajemy się kolejną tubą propagandową, ale bez wejścia na jego teren chowamy się w miękkiej, wygodnej otulinie hipokryzji, puszczając w świat komunikat, że nie mamy żadnych poglądów...

Inna sprawa, że w naszej redakcji reprezentowane są różne opcje. Jeszcze nikt się nie pokłócił, ale bardzo jasno widać rozbieżności. Uczciwe zatem rozwiązanie polegałoby na podpisywaniu się każdego autora pod prezentowanymi – nawet kontrowersyjnymi – poglądami, bez próbowania rozszerzania pola ich rażenia na całą, liczną dość, redakcję. I tu biję się w pierś...

Ostatnia lekcja ukraińska pokazała, że zaangażowanie w politykę ludzi, którzy są na co dzień przekonani, że powinni siedzieć cicho, ma sens. Głębszy niż podejrzewaliśmy. I dla osób współtworzących naszą redakcję, które w okresie nieco podobnych zajść w naszym kraju były dziećmi albo nastolatkami, stanowi to bezcenne repetytorium. Życzmy naszym ukraińskim Korepetytorom podobnych sukcesów do tych, które udało się osiągnąć na naszych wyszehradzkich obszarach; a sobie życzmy Szczęśliwego Nowego Roku nr 2 „Menażerii” - w którym komercja, sensacja ani jakiekolwiek podobne pokusy nie odwrócą kolejności, w której kultura jest na pierwszym miejscu, zaraz za nią, wynikająca z niej jasno (choć wciąż skromnie reprezentowana na naszych łamach – ale obiecuję poprawę), troska o sprawy społeczne i dopiero przez taki pryzmat – trochę bardziej odporny na wspomniane wyżej pokusy - postrzegana polityka.

Marek Rozpłoch

środa, 12 marca 2014

Czołem

Z uzasadnienia orzeczenia Sądu Okręgowego: oskarżony Wasyl Stus


„Nie zawiadamiać żony”


Jak wynika z akt podstawowe obowiązki
zachowania niegodne nie zaznawszy miejsca
co świadczy i należy wskazać zarazem
dlaczego porzucił pomimo rozpoczęcia?
W kopalni złota po raz kolejny
zważywszy ustawiczne jak choćby stan zdrowia
leżenie na pryczy stanowczo wykluczające
jako pozbawione podstaw podległe przepisowi.
Co prawda w pełni zasługuje albowiem
cynicznie niczym nieuzasadnione i niezdrowe
czym dezorganizując czysto subiektywne głodówki
mając powyższe mimo wypełniania normy.
W takim wypadku wykluczające uwzględnienie
co potwierdza niezależna i w pełni obiektywna
jednak mógłby rozważyć aczkolwiek niebezpiecznie
wyprostowany nijak mające odniesienie jak w sentencji.
Wtrącony do karceru bez ciepłych szmat i bielizny
należy bowiem wykazać czego nie uczynił zasadnie
zatem lat karceru i zesłania w kwaterze pod ósemką
„bo nic nie zmieni dyspozycji Prawa bo i nie może”.
Pozostaje tylko wyrazić zdziwienie
w jaki sposób do podręczników szkolnych
i w czym lepszy: „Nie zmyjecie całą waszą czarną krwią,
sprawiedliwej krwi poety!”. Państwo Sędziowie.



Ural. Obóz Kuczino 28.08.1985.

Z biuletynu wewnętrznego: Kazimierz Malewicz


malować uczył już w Kijowie
jednak w Moskwie o własnej formule
w tym samym czasie dostrzegł już nowe
problematykę ruchu i kubizm

pomysł pierwszego obrazu
zaczął przenosić coraz bliżej ciszy
odkrył zbędność
ostatnią z przeszkód do pokonania

spieszył – od tego momentu
nareszcie własny etap
obrawszy tę drogę porzucił dzieciństwo

a 5 czerwca 1927 – Zachód


Dariusz Jacek Bednarczyk - ur. w Jeleniej Górze. Absolwent Wydz. Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Mgr administracji. Dotychczasowe publikacje: „Migotania”, „Kultura Connect Magazine” (Australia), „Inter-„, „Znaj”, „Menażeria”, „Poezja dzisiaj”, „Protokół Kulturalny”, „Galeria” (Częstochowski Magazyn Literacki), „Dworzec Wschodni”, „Jutrzenka” (Pismo Polaków w Mołdawii), „Akant”, „Nestor”, „Kozirynek”. Tłumaczony na angielski.


środa, 22 stycznia 2014

Błogostan i Ukraina


Nastrój świąteczny kusi, zachęca nas do zanurzenia się po uszy w błogości, skłania ku myślom koncentrującym się wokół ogniska domowego, zachęca do otulenia się cieplutkim szalem beztroski i swojskości. A przecież już sama tradycja, na której ta odświętność się opiera, wskazuje nam potrzebę dostrzeżenia tych, którzy łakną pomocy, kołaczą do drzwi, na kobietę, która rodzi w nieludzkich warunkach...

W tym roku grudzień przynosi nam jeszcze jedną okazję do zawieszenia przynajmniej na parę chwil błogostanu i ujrzenia czegoś poza własnymi czterema ścianami. Tuż za naszą granicą tysiące ludzi gromadzą się dzień w dzień na kijowskim Majdanie, by żądać Ukrainy w pełni wolnej, demokratycznej i respektującej prawa człowieka. I od razu też myślimy o kolejnej dacie grudniowej kontrastującej z sielanką świąteczną. Jest nią 13 grudnia, który każe nam przypomnieć sobie, że całkiem niedawno Polska była w sytuacji znacznie gorszej od dzisiejszej Ukrainy i że w tym trudnym czasie dostaliśmy mnóstwo niezapomnianych gestów solidarności. I my teraz możemy wysyłać Ukraińcom sygnały, że nie akceptujemy łamania praw człowieka, podnoszenia przez władzę ręki na wolność i demokrację.

A właśnie 10 grudnia obchodzimy Dzień Praw Człowieka – to jeszcze jedna okazja, by przemyśleć parę spraw istotniejszych od choinki i prezentów. Rokrocznie Amnesty International organizuje w okolicach tego święta maraton pisania listów w obronie prześladowanych przez władze lekceważące te prawa. W tym roku Amnesty również wysyła swój własny sygnał do Ukraińców: http://amnesty.org.pl/maraton-pisania-listow/kogo-bronimy/ukraina-pokojowi-demonstranci-z-majdanu.html

Ale nie tylko do nich: każdorazowy maraton obejmuje wybrane, szczególnie rażące przypadki naruszeń praw człowieka z całego świata. Gdy zdamy sobie sprawę z tego, że i te przypadki są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, to już spokojnych świąt mieć nie będziemy... Czego gorąco nam wszystkim życzę!


Tekst: Marek Rozpłoch
Ilustracja: Justyna Krzywicka

środa, 18 grudnia 2013

W dziewiątym miesiącu


"Lampart" Sabina Sokół

Dziewięć miesięcy, czyli czas na pewne podsumowania. W odróżnieniu od biologicznej ruletki genowej, na każdym etapie życia „Menażerii” każdy z nas – czyli ekipa redakcyjna, ale nie tylko – mógł dołożyć własną, przemyślaną i  precyzyjnie odmierzoną drobinę materiału genetycznego. Tak więc postać obecna naszego maleństwa nie jest bynajmniej owocem przypadku - można zachwalać i ganić konkretne nasze działania, a nie zrządzenie losu czy Matkę Naturę, choć i one pewnie maczały w tym wszystkim palce.
O pochwały i utyskiwania (te ostatnie szczególnie!) proszę Was bardzo gorąco. Z perspektywy wewnątrzredakcyjnej widoczny jest wciąż niedosyt Waszych opinii, zarówno mailowych, jak i ustnych. Co widzicie dobrego w „Menażerii”? Czego Wam brak? Czy to dobrze, że istniejemy? Że co miesiąc tworzymy i zbieramy materiały, redagujemy, korygujemy, składamy – po prostu dbamy, by wszystko miało ręce i nogi, a zarazem kusiło różnorodnością?

Za nic nie pozwolimy sobie skostnieć – więc choć mnożą się u nas punkty stałe i kontynuacje tematów, bezustannie myślimy o zmianach na lepsze. Niedługo nastąpi dość widoczna transformacja, o której nie raz jeszcze będziemy dokładniej informować: nasze PDF-owe dotychczas pismo przekształci się w aktualizowany co miesiąc serwis. W gronie redakcyjnym zmiana ta jest akceptowana i pożądana, będziemy szczęśliwi jeśli również Czytelnikom będzie ona odpowiadała. Wszystko to dokona się za sprawą pomocnej dłoni stowarzyszenia „Tłok”, a możliwe jest tylko i wyłącznie dzięki pozarządowemu, Megafonowemu, fundamentowi naszego pisma. Mam nadzieję, że nadchodząca przemiana, ale też i cała nasza działalność, będzie żywą reklamą trzeciego sektora.

Żałuję przy tym, że w minionych numerach nie dość miejsca poświęciliśmy problematyce pozarządowej, bardzo bym chciał, żebyśmy i pod tym względem nieco się polepszyli. A też nie powinniśmy chyba pozostawać obojętni na inne zjawiska społeczne - przecież prowadzenie działalności prasowej zobowiązuje do nieobojętności... Czy starczy nam odwagi?

Marek Rozpłoch

niedziela, 27 października 2013

Toruń na walizkach

Ilustracja: Maria Dek


Raczej nie szliśmy dotychczas w stronę numerów tematycznych, stawiając bardziej na różnorodność problematyki – tak, by każdy mógł w naszej menażerii znaleźć jakiegoś ciekawego zwierza dla siebie. Jednakowoż wyszedł nam tym razem – niemal przypadkowo – numer mocno tematyczny…

Narzekamy, że Toruń pustynnieje – coraz mniej ciekawych jednostek i zjawisk z nim się utożsamia. Okazuje się jednak, że są postaci i wydarzenia, które w tym pesymistycznym obrazie naszej lokalnej rzeczywistości stanowią jasne punkty. Możemy je potraktować jako dobrą wróżbę na przyszłość, światełko w tunelu – bądź jako ostatnie wysepki twórczego fermentu… Parę krzepiących przykładów możemy odnaleźć w publicystyce tego numeru „Menażerii”.

Co się stało, że Toruń, który po wojnie stał się jednym z ważniejszych centrów polskiej inteligencji (za sprawą jednego z nielicznych wówczas w Polsce uniwersytetów i w wyniku przesiedleń ze wschodu), obecnie wykształconych, twórczych postaci raczej nie zachęca do pozostania i tworzenia? Dlaczego jako znaki rozpoznawcze ostały się jeno pierniki, Kopernik i gotyk, a jedyną widoczną z zewnątrz nową jakością jest pewien bardzo nieciekawy ośrodek medialno-polityczny… Który wręcz – o zgrozo – nadał przymiotnikowi „toruński” nowe, równie nieciekawe znaczenie… Czy jesteśmy skazani na odpływ mocy twórczych z tego tak wartościowego miejsca?

Oczywiście – czymś koniecznym jest poznawanie świata, wędrówka przez lądy i morza, znajdowanie nowego miejsca dla siebie – poza dotychczasowym własnym miastem, krajem, kręgiem kulturowym… Jednak dobrze by było, gdyby Toruń mógł być miejscem, do którego po takiej wędrówce chciałoby się wrócić. Albo – by coraz więcej poszukujących swojego miejsca na ziemi przybyszów z innych stron odnajdowało to miejsce właśnie tutaj… A tak się dzieje coraz rzadziej... Co jest przyczyną? I jak temu zaradzić? Myślę, że nie należy zadowalać się łatwą odpowiedzią zrzucającą odpowiedzialność tylko na polityków, samorząd itp. Tak wiele jest w naszych rękach… I w głowach. I może tam szukajmy odpowiedzi…


Marek Rozpłoch

poniedziałek, 30 września 2013

Misja z pasją


Niepokojąco brzmią kolejne doniesienia o użyciu przemocy przez osoby chcące wbijać nam do głowy pięścią i różnymi przyrządami, kto jest, a kto nie jest prawdziwym Polakiem, kto i gdzie może co wykładać, albo jakie i gdzie może organizować przedsięwzięcia kulturalne – albo raczej, że nie może. Są to doniesienia z kraju i, niestety, także z Torunia. Źle się dzieje, ale nie można dać się zastraszyć, żyć w permanentnym strachu – trzeba śledzić bacznie kolejne przejawy barbarzyństwa i zastanawiać się, co począć dalej…

Myślę, że najgorszym rozwiązaniem byłoby rozbudzanie w sobie negatywnych uczuć w stosunku do tych biednych młodzieńców. Należy im współczuć – sami tak intensywnie pielęgnowali negatywne uczucia, że poprowadziły ich do czegoś, czego, patrząc z trochę innej perspektywy, na pewno by się wstydzili.

Co można zrobić, żeby samemu się post factum nie wstydzić, nie dać się porwać spirali przemocy? Sam bym – sobie i Menażeryjnie – zaproponował kurację profilaktyczną. Kurs rozmawiania albo wręcz mówienia. Tak, to, co najprostsze jest tu podstawą. Nie dość, że najprostsze, to jeszcze z pozoru naiwne do bólu.

Trzeba by pielęgnować w sobie bez końca taką postawę, która umożliwia rozmowę; która sprawia, że wymiana zdań, prezentacja zdania własnego, nie staje się formą przemocy, a otwarciem na drugiego człowieka, na jego odmienność. Prezentowanie poglądów nie po to, by przyprzeć rozmówcę do muru, by obezwładnić słownie, ale by rozmówca mógł mnie lepiej i głębiej zrozumieć. Słuchanie racji drugiej strony nie po to, by dostrzec każdy słaby punkt wypowiedzi i ewentualnie tę drugą stronę zmiażdżyć, zasztyletować sarkazmem, wbić złośliwą szpilę – ale po to,by się wsłuchać, dowiedzieć czegoś nowego. Umieć przyznać się do wątpliwości, umieć zadać pytanie… Rzeczy najprostsze, a często najtrudniejsze – sam też biję się w pierś.

I tu pojawia mi się deus ex machina sprawa misyjności naszego pisma. Byłbym bardzo dumny i rad, gdyby „Menażeria” – przez język, postawę otwartą, propagowanie kultury dialogu – przyczyniła się,choćby tycio, do plenienia z naszego życia przemocy. Albo przynajmniej nie ulegała jej magii.



Marek Rozpłoch





czwartek, 18 lipca 2013

Już za parę dni…






Nadeszła pora, by spakować plecak, lub, kto woli – walizkę i ruszyć w dal, podładować swe słoneczne baterie, zrelaksować się i uzupełnić kolekcję dobrych wrażeń. W wyjątkowo pokaźnym wakacyjnym numerze „Menażerii” rubryka „Lato czeka” zastępuje „Tu bywaj” i zawiera przegląd festiwali, wystaw i koncertów z całej Polski, które warto uwzględnić w wakacyjno-urlopowych planach. Poza tym zaprezentujemy Wam jak zwykle: interesujące wywiady, zjawiskowe fenomeny i intrygujące konterfekty, pokażemy godne uwagi miejsca, uchylimy rąbka okładki, zaś nasi felietoniści zapewnią Wam lekturę na wysokim poziomie. I tak dalej, wszak to wstępniak, nie spis treści.

Nasi czytelnicy zapewne zauważyli niejaką troistość naszego magazynu. Po pierwsze i najważniejsze, cały magazyn jest publikowany na issuu.com i najprościej jest do niego dotrzeć za pośrednictwem strony www.menazeria.eu, gdzie znaleźć można również numery archiwalne. Drugą formą jest blog o adresie www.magazyn-menazeria.blogspot.com, gdzie zamieszczamy wybrane artykuły z numeru. W ten sposób pragniemy ułatwić dotarcie do treści magazynu przez wyszukiwarki, jak również umożliwić czytanie osobom, które nie przepadają za formą pedeefopodobną. A po trzecie – fanpage, które te części integruje, przypomina o „Menażerii” i informuje o najciekawszych imprezach kulturalnych w Toruniu i okolicach.

A tych ostatnio nie brakuje – Toruń staje się znaczącym centrum kulturalnym na mapie Polski. Ale, jak się okazuje, władze Torunia wspierają „jedyną słuszną” kulturę instytucjonalną, zaś niewygodną kulturę niezależną traktują jak zło konieczne i obdarzają co najwyżej kłodami rzucanymi pod nogi. Znane są perypetie lokalowe piwnicy artystycznej Pod Aniołem, klubu eNeRDe czy Teatru Wiczy, a teraz do tego chlubnego grona dołączają Draże.

Cafe Draże jest miejscem szczególnie bliskim redakcji „Menażerii”. Często znajdowaliśmy tam zaciszny kąt na kolegia redakcyjne. Nieprzypadkowo właśnie ten lokal wybraliśmy, by uczcić emisję pierwszego numeru naszego magazynu. Dlatego niezrozumiała decyzja Urzędu Miasta o sprzedaży budynku przy ul. Przedzamcze 6 i eksmisji klubu szczególnie nas ubodła. Znany jest fakt, że Toruń należy do najbardziej zadłużonych miast Polski, ale czy poszukiwanie środków finansowych ma prawo odbić się na kulturze?

Określenie Draży klubokawiarnią jest co najmniej niedopowiedzeniem – to raczej dom kultury niezależnej. W ciągu niespełna dwóch lat funkcjonowania Draże zorganizowały szereg oryginalnych warsztatów, spotkań, koncertów, debat i dyskusji (łącznie grubo ponad 200 imprez!). Liczymy na to, że zmasowany protest ludzi, którym los kultury niezależnej nie jest obojętny, przyniesie pozytywny skutek i Draże będą w dalszym ciągu inspirować, drażnić i udrażniać, na przekór Prezydentowi Wszystkich Katarzynek!



Anna Ladorucka

piątek, 14 czerwca 2013

Na polskiej minie


Czerwiec, powoli odliczamy czas do wakacji, studiując przewodniki po obcych krajachi w każdym z nich autorzy przestrzegają przed tym, czego nie należy robić, by nie narazić się na gniew tubylców. Turystów wybierających się do Polski także się ostrzega… by nie uśmiechali się na ulicy do nieznajomych, bo w kraju nad Wisłą oznacza to przejaw głupoty! Cóż, wiadomo – „wystarczająco przerażająco jest żyć”, śpiewa Maria Peszek, z którą o współczesnej Polsce w numerze rozmawia Wiktor Łobażewicz. Jaka to Polska? Za rok minie jej ćwierć wieku w demokracji, ciągle prowizorycznej, ale dzięki temu nie tak zblazowanej jak ta zachodnia. Bardziej wściekłej na to i na tamto, w niereformowalnej masie pokroju posła (nie posłanki!) P. Ot – „różnimy się pięknie”, jak mawia Tadeusz Mazowiecki, czepiamy się siebie nawzajem z minami groźnymi, kłócąc się o zasługi, boimy powrotu autorytaryzmu lub kierujemy przerośniętym ego. A gdzie się podział uśmiech, z jakim specjalistka od odezw głośnych „siłą rzeczy”, aktorka Joanna Szczepkowska, w 1989 roku ogłaszała upadek komunizmu? Dziś bez niego zajmuje się lobby gejowskim w teatrach, bo chyba poważniejszych tematów do „narodowych odezw” już nie ma. Czy to oznacza, iż nie jest aż tak źle? Pokolenie dorosłe już w III RP nie musi na szczęście, jak jego rówieśnicy po upadku drugiej, biegać po kanałach z karabinem, czy chować się przed łapankami w bramach. Generacja dzisiejszych pięknych dwudziestoletnich, jakże inna od tamtej, też ma swoje problemy: jedni bronią się przed nimi pro modernistycznie lub „uderzając z bajerka”, czy stale goniąc króliczka. Inni na drugim biegunie kroczą w różańcowych krucjatach za ojczyznę, wyganiając obcych z kraju lub szerząc fanatyzm.Są też artyścii piszący o nich (procent z nic): kochający sztukę współczesną, komiks, muzykę poważną, młody teatr i śpiewających poetów. Może wszyscy spotkamy się na toruńskim „Śniadaniu na Trawie” i będziemy rozmawiać z uśmiechem, tak potrzebnym nam, Polakom, każdego dnia? Oby grymas zniknął Wam z twarzy przy lekturze czwartego numeru „Menażerii”, jak mi niedawno, gdy przeczytałem na niebieskim portalu ten kojący raport koleżanki: „Dziś przydarzyło mi się coś niesamowitego. Jest takie miejsce, które dla mnie jest warszawską doliną śmierci. Przejście podziemne między metrem a rotundą. Jakieś 10 lat temu, gdy świat wydawał mi się zły, zemdlałam w tamtym miejscu. Okradli mnie, choć nie miałam nic, a wstać pomógł mi dealer, wierząc, że jestem na głodzie. Zemdlałam w tym samym miejscu dzisiaj. Do pięknej sukienki pasowała mi malutka torebka, więc mój ukochany nowiutki czytnik Kindle niosłam w ręku, telefon pod ramiączkiem sukienki, a w torebce 2 karty kredytowe, gotówka, notes, pendrive. Więc tak sobie idę i mdleję w najlepsze, bum. Otwieram oczy, a tu tłumek i chaos, że pogotowie, że może w ciąży, że gorąco, że biedactwo. Jeden Pan podaje mi Kindla, ktoś inny torebkę i telefon, a ktoś inny odprowadził na pociąg i napomniał konduktora, żeby zwrócił na mnie uwagę. I weź tu człowieku bądź pesymistą”.

Dziękuję Ado i „sorry Polsko, wybacz mi” – UUUŚMIECHNIJ SIĘ! A jak nie potrafisz – to zaśpiewaj.



Aram Stern

Ilustracja: Gosia Herba

wtorek, 14 maja 2013

Zachęta do debaty

Myślę, że warto zadać sobie parę fundamentalnych pytań dotyczących naszego pisma i naszego w nim pisania. Jesteśmy otwarci na opinie Czytelników – nie chcę, by tak istotne kwestie, jak te, o których napiszę, omawiane były jedynie w szczelnie zamkniętym gronie redakcyjnym. Opisywane problemy są, oczywiście, jedynie wycinkiem spraw dla pisma najistotniejszych, więc nawet najowocniejsza debata wyczerpująca temat nie będzie w stanie rozwiązać wszystkich możliwych kwestii otwartych, dyskusyjnych; ale najważniejsze, by wciąż rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać…

W poprzednim numerze Iwona Stachowska opowiadała o niemożności pisania na temat zbyt osobisty, jakim jest dla niej muzyka. Dla każdego sfera nienadająca się do opisu ma inny kształt, inaczej wyznaczone granice. Pytanie – czy granice trzeba wyznaczać, czy je przekraczać i unieważniać?

Już na samym wstępie naszych prac nad „Menażerią” uznałem, że niezależnie od wszelkich – zarówno nadrzędnych, jak i drugorzędnych – celów naszej działalności, nade wszystko powinna nam przyświecać wiara w wolność słowa. Jest to wartość, o którą trzeba non stop walczyć i która nie jest nam dana raz na zawsze – a pojawiają się zawsze pokusy, by ją ograniczyć, nagiąć, uszczuplić...

Koordynując pracę czasopisma, trzeba nierzadko podejmować trudne decyzje o dopuszczeniu lub niedopuszczeniu do publikacji materiału z trudem akceptowalnego. I zadaję sobie wciąż pytanie, czy odrzucenie nieakceptowalnego materiału jest zamachem na wolność słowa, czy też wynika z konieczności wyznaczenia jej niezbędnych granic? Ale czy z wyznaczonymi ściśle granicami wolność słowa jest jeszcze wolnością? A może właśnie – dopiero mając wytyczone granice, zyskuje głębszy sens?

Czy jednak usprawiedliwianie wytyczania granic wolności nie jest pierwszym stopniem do piekła?
A może nad wolnością słowa stoją w niewidzialnej hierarchii jakieś wartości od niej donioślejsze, którym ta ma jedynie pokornie służyć? Mógłby to być wzajemny szacunek, mogłaby to być godność drugiego człowieka, poszanowanie jego osobności, odmienności… Jeśli w imię wolności słowa zaprzeczałoby się temu, co najważniejsze, stanowiłoby to jej nadużycie, wypaczenie jej najgłębszej podstawy. Takie jest też
moje obecne głębokie przekonanie. Nie unieważnia ono jednak w najmniejszym stopniu żadnego z pytań, które postawiłem po drodze. A co Wy, Czytelniczko i Czytelniku, o tym wszystkim myślicie?

Marek Rozpłoch


niedziela, 14 kwietnia 2013

Plecień kwietniowy


Czołem wysokim kłaniam się w drugim numerze naszej „Menażerii”! Pierwsze płoty za koty: dzielnie zbudowaliśmy miesięcznik i dziękujemy setce naszych sympatyków za zaufanie na fanpage’u jeszcze przed narodzinami oraz prawie czterem tysiącom Czytelników pierwszego numeru!Za nami niesamowity miesiąc: część redakcji przed mrozami skryła się nie tylko przy rozgrzanych klawiaturach, ale także na alternatywnej „Klamrze” oraz elektroakustycznym „Festivalu CoCArt”. Teraz koty, dotąd marcujące, wreszcie wychodzą na świat, a ich szczęśliwi właściciele między kolejnymi tekstami malująpłoty – czyli spóźniona wiosna zaczyna uzyskiwać dostęp do naszych umysłów. Przede wszystkim muzycznie! W tym numerze Konrad Burzyński pyta, do jakich drzwi zapukał Krzysztof Penderecki, redaktorzy Włoch i Rozpłoch wspominają „Jazz Od Nowa Festival”, a Krzysiek Joczyn rozmawia z Markiem Styczyńskim (nasza okładka) z Karpat Magicznych. Nie zabraknie także lektury dla fanów świetnych książek, miłośników teatru, sztuki współczesnej, designu oraz„czarnych markerów”. U nas jednak bez mrocznych myśli i pleciemy bardzo kolorowo: nie znajdziecie tu niczego ani z patosem, ani o polsko-polskiej trzyletniej wojence wokół rzekomego zamachu. Miłej lektury, czekamy na Wasze opinie na fanpage’u, jak również na blogu „Menażerii”.

Aram Stern

niedziela, 24 marca 2013

Marcowy numer



Witamy w naszej menażerii! Jak można było przeczytać w słowie wstępnym ostatniego numeru „Musli Magazine”, Magda Wichrowska i Szymon Gumienik zapowiadali ukazanie się nowego pisma mającego kontynuować misję „Musli”. Oto ono. A i misja jest kontynuowana: zdecydowana większość zespołu redakcyjnego „Musli” (w tym Arek Stern i ja) zechciała współtworzyć „Menażerię”, są z nami w redakcji Magda i Szymon – Magda ma swą rubrykę alfabet mody polskiej, którą od razu tu polecam! - a art director „Musli”, Monika Wieczorkowska,również nam zaprojektowała cudną szatę graficzną i fajne logo - dziękuję za to w imieniu całej redakcji!

Jednak nie tylko misję „Musli” „Menażeria” kontynuuje: wydawcą pisma jest, jak informuje nas stopka, Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne „Megafon” - które po kilkuletniej przerwie rok temu wróciło do aktywnej działalności kulturalno-społecznej, a jej owocem są między innymi comiesięczne Odczyty Dźwięku – każdorazowo niepowtarzalne spotkania poezji z muzyką. Styczniowy, 9. Odczyt – z udziałem Marcina Jurzysty, Lecha Nienartowicza, Michała Hajduczeni i Yoko – jesttematem fotorelacji Michała Groszewskiego.Również większość nowych członków redakcjistanowią aktywni członkowie naszego stowarzyszenia.

W „Menażerii” skupimy się na podobnej pracy do tej, którą z mozołem wykonywaliśmy w „Musli” – czyli na publicystyce kulturalnej (i nie tylko kulturalnej), doskonaleniu się w fachu dziennikarskim, na prezentacji zjawisk, miejsc (nowy cykl artykułów, którym opiekuje się Jerzyk Adamiak), artystów i ich twórczości. Co miesiąc wtworach Gosia Herba będzie prezentowała dzieła współczesnych plastyków, Hania Grewling, Szymon Szwarc i Paweł Schreiber udostępnią nasze łamy pisarzom, a Jacek Podgórski sprawi, że na stałe w „Menażerii” zagości komiks.

Chcemy też utrzymywać i podtrzymywać stałą łączność z Czytelnikami.Z tymi, którzy mają konta na facebooku,, kontaktować się będzie Ania Ladorucka -każdy też może wysyłać swoje opinie, pytania, sugestie, przemyślenia itp. na któryś z adresów podanych w stopce redakcyjnej i na stronie pisma. Poza tym… jesteśmy przecież realnymi istotami z krwi i kości pojawiającymi się w różnych miejscach Torunia i kuli ziemskiej - nieustannie otwartymi na wymianę myśli z Szanownymi Czytelnikami!
Będziemy starali się podkreślać związki naszego miesięcznika z Toruniem, z tzw. BiT-City i całym regionem, ale równie mocno będziemy się starali wychodzić pozakujawsko-pomorską miedzę - zobaczymy, dokąd zawędrujemy…Z Toruniem w sposób szczególny wiąże nas w marcu pierwszy nasz patronat medialny - 5. CoCArt Music Festival.

A i z marcem, i z Toruniem chciałbym połączyć „Menażerię” dedykacją. Obchodzimy w tym roku 45. rocznicę Marca 1968 - również do naszego miasta dotarł Marzec, nie był tak spektakularny jak w Warszawie czy Trójmieście, ale i tu znaleźli się ludzie, którzy odważyli się w tamtym trudnym czasie walczyć o wolność słowa. Tym zapomnianym nieco bohaterom chciałbym dedykować pierwszy numer.

Marek Rozpłoch