Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dawid Śmigielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dawid Śmigielski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2013

Jak wygląda konstruktywna krytyka?

„Rainbow Puke” Stamper | www.rainbowpuke.com


Komiks patriotyczny nie lubi tęczy. Nic dziwnego więc, że zaraz po incydencie przy Placu Zbawiciela w „popularnym” serwisie społecznościowym Jakub Kijuc - twórca przygód „Jana Hardyego” i „Konstruktu” ponownie umieścił swoją grafikę przedstawiającą pięść roztrzaskującą czy też ściskającą tęczę. Komiks wg Kijuca jest doskonałym narzędziem służącym jedynej i słusznej ideologii. Wspaniały patriotyzm. Sztandar w górę. Mazurek Dąbrowskiego gra. Salut i duma. Bóg, Honor, Ojczyzna. A nam chce się rzygać. Bo znów wdzialiśmy ten tendencyjny rysunek, i po raz kolejny okazuje się, że nie jesteśmy zbyt tolerancyjni. Ręce opadają, bo jak można tak dobry „talent” zmarnować i się „sprzedać”. Chyba należy nam się niezwłoczna wizyta u jakiegoś renomowanego psychoterapeuty… Ale przynajmniej wiemy komu wystawić rachunek!

A co w naszym numerze? W „Made in Poland” Asia Wiśniewska dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat komiksu „Psychopoland”, w którym Chmielu i Piotr Białczak przedstawiają polską rzeczywistość - brutalną i bezlitosną jak w filmach Wojciecha Smarzowskiego. Brutalny jest też „Hard 2” Tomasza Bińka, ale to już inny rodzaj brutalności osnutej wokół pornografii, która odrzuca i przyciąga jednocześnie. Przy czym nie kopie po mordach jak ta w Psychopoland, a wrzuca w Limbo.

Na szczęście listopadowy numer nie jest w całości tak pesymistyczny. W końcu powracamy do skąpanej w październikowym słońcu Łodzi, gdzie odbył się 24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier . Mamy nadzieję, że Nasza relacja pozwoli w dużym stopniu przybliżyć Państwu to największe święto komiksu w Polsce. Swoje trzy grosze na ten temat dorzuca nieoceniona Anna Krztoń. Nie zabrakło także komiksowego komentarza autorstwa Hasioka (aka Kuby) pod wymownym tytułem „Zagłada”. Ponadto na naszych łamach gościmy twórców cyklu „Biocosmosis” - Edvina Volińskiego i Nikodema Cabałę, których pytamy prawie o wszystko. Recenzujemy pierwsze tomy serii „Noe” i „Odd Thomas” wydane przez wydawnictwo SQN, które ostatnimi czasy obdarzyło polskich czytelników prawdziwym hitem a mianowicie „Niezwykłą historią Marvel Comics”. Ale o tym już za miesiąc.


Życzymy miłej lektury!

Dawid Śmigielski
Jacek Seweryn Podgórski


czwartek, 28 listopada 2013

TM-Semic w pigułce



"TM-Semic. Największe komiksowe wydawnictwo lat dziewięćdziesiątych w Polsce" to książka, na którą czekałem z niecierpliwością. Gdy w 1996 roku zaczynałem moją przygodę z komiksem superbohaterskim, Semic jeszcze prężnie publikował. Na rynku ukazywały się serie ze Spider-Manem, Batmanem, Supermanem, Punisherem, X-Men, G.I. Joe, a także Wydania Specjalne, Mega Marvele i kilka innych tytułów. Było w czym wybierać. Do tego trzeba dodać, że przede mną istniała perspektywa zebrania dziesiątek już wydanych numerów. W 1999 roku czar prysnął. Wydawnictwo zarzuciło wydawanie najważniejszych serii. Popadło w marazm, by z czasem zakończyć swoją działalność już pod szyldem Fun Media. Jednak z upływem lat TM-Semic dalej rozpalało moją i pewnie nie tylko moją wyobraźnię. Nic dziwnego, w końcu to ono jako pierwsze przedstawiło polskiemu czytelnikowi kolorowe przygody superbohaterów na tak dużą skalę.

Do tej pory można znaleźć opinie w Internecie, że było to najlepsze komiksowe wydawnictwo. Po latach rzeczywistość często zostaje zniekształcona, jednak nostalgia za tym edytorem nie ustaje. Tym bardziej cieszy fakt, że za sprawą Łukasza Kowalczuka książka o TM-Semic nareszcie ujrzała światło dzienne. Publikacja liczy sobie niecałe dwieście stron. Jedną czwartą zajmują ilustracje i bibliografia. Reszta to wbrew pozorom nie tylko historia wydawnictwa. Kowalczuk zaczyna swoją publikację od przedstawienia cech komiksu superbohatreskiego, a następnie przechodzi do krótkiego omówienia sytuacji komiksu amerykańskiego w Polsce przed transformacją ustrojową. Czytając oba rozdziały, troszkę się niecierpliwiłem, ponieważ jak najszybciej chciałem zacząć obcować z wydarzeniami, które dotyczyły bezpośrednio omawianego wydawnictwa. Jednak należy zaznaczyć, że oba stanowią doskonałe wprowadzenie do głównego tematu. Dalej autor skupia się już na historii powstania polskiej gałęzi szwedzkiego Semica. Oczywiście zostają omówione zarówno złote lata działalności wydawnictwa, jak i upadek giganta. Książkę uzupełnia przegląd najważniejszych tytułów wydanych przez TM-Semic. W zasadzie są tu przedstawione wszystkie serie, które wydawnictwo zaprezentowało na przestrzeni lat.

Najciekawiej wypada rozdział poświęcony stronom klubowym, które prowadził niezmordowany Arkadiusz Wróblewski. Autor co rusz przytacza ciekawsze fragmenty listów czytelników. Na podstawie bogatej korespondencji kształtuje się wizerunek wydawnictwa. W początkowym stadium działalności listy do TM-Semic prezentowały się niewinnie. Głównie wypełniały je pytania od spragnionych wiedzy czytelników. Z czasem korespondencja zaczęła nabierać pikanterii, aż w końcu przerodziła się w masową krytykę poziomu drukowanych historii, jakości druku i oczywiście ceny. Czytelnik stał się wybredniejszy. Bezlitośnie punktował błędy edytora. Zresztą tamta krytyka nie różni się niczym od dzisiejszej. Więcej wysiłku należało włożyć w to, aby dany głos mógł ukazać się na łamach stron klubowych. W końcu trzeba było napisać i wysłać list, a potem czekać przynajmniej trzy miesiące i mieć nadzieję, że akurat on zostanie przeczytany z tysięcy innych. W dzisiejszych czasach swoją opinię można wyrazić za pomocą kilku kliknięć. Strony klubowe jednak miały coś, czego nie mają fora internetowe. Budowały więź między czytelnikiem a wydawnictwem. Wieź na lata. Więź, która przetrwała mimo upadku edytora.

Książkę Kowalczuka czyta się jednym tchem. Niestety nie jest pozbawiona wad. Brakuje w niej „pieprzu”. Większej liczby anegdot. Mam wrażenie, że całość materiału opiera się przede wszystkim na dwóch internetowych wywiadach przeprowadzonych z Arkadiuszem Wróblewskim i Marcinem Rusteckim – redaktorem naczelnym TM-Semic. Największe zastrzeżenie budzą pomyłki dotyczące niektórych publikacji, choć nie wpływają one znacząco na odbiór książki. Błędnie została podana liczba zeszytów przy niektórych seriach (Mega Marvel, X-Men). Również nieprawidłowe jest stwierdzenie, że ostatnie numery Spawna i Mega Marveli (Fantastyczna Czwórka, Iron Man, Blade) były wydane pod szyldem Fun Media. Wszystkie te komiksy na okładkach mają logo TM-Semic. Być może pomyłki wynikają z pośpiechu. Publikacja została oddana do druku na chwilę przed Międzynarodowym Festiwalem Komiksu i Gier, na którym miała premierę. Jak pokazał czas, był to bardzo dobry krok, ponieważ książka rozeszła się jak świeże bułeczki. Jako że nakład wynosi tylko 400 sztuk, mam nadzieję, że w przypadku dodruku poszczególne potknięcia zostaną poprawione.

"TM-Semic. Największe komiksowe wydawnictwo lat dziewięćdziesiątych" w Polsce to pozycja obowiązkowa dla fanów medium obrazkowego. Młodsze pokolenie, którym właśnie zawładnęła Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, może przeczytać o tym, jak niegdyś trudno wydawało się komiksy superbohaterskie. Najzagorzalsi fani zaś znajdą w niej kilka ciekawostek. Z pewnością też u większości pokolenia wychowanego na komiksach tego edytora powróci nostalgia. Nostalgia za czasami, kiedy co miesiąc biegło się do najbliższego kiosku, aby kupować komiksy ze swoimi ulubionymi herosami. Dzisiaj nie ma już dokąd biegać. Za to można parę razy kliknąć i zamówić sobie jakiegoś starego Semica.


Dawid Śmigielski

piątek, 8 listopada 2013

Piraci, Zombie, nostalgia

Za każdym razem, kiedy wracam do domu z Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier, ogarnia mnie smutek. Przez najbliższe pół roku nie odbędzie się żadna komiksowa impreza. Za chwil parę będziemy taplać się w błocie, a w najlepszym przypadku śnieg zasypie polską rzeczywistość, tylko po to, byśmy po jakimś czasie znów mogli brodzić w błocie. Zawsze można sięgnąć po dobry komiks, by spokojnie przeczekać nadchodzący czas. Jednak i tu można napotkać pewne niebezpieczeństwa. Zarówno lektura Psychopoland (Chmiel, Piotr Białczak) jak i Noir (Łukasz Bogdaniec, Wojciech Stefaniec) może sprawić, że zagłębiając się w historie głównych bohaterów owych komiksów, zapragniemy wyjść na zewnątrz, ubrudzić sobie buty i nogawki. To lepsze niż brudzenie sobie rąk, przedstawiony w nich świat nie napawa bowiem nawet krztą optymizmu.

Idźmy dalej. Sięgnijmy po coś o wiele weselszego. Vincent i Van Gogh Gradimira Smudje zadowoli najwybredniejszego czytelnika i choć historia holenderskiego malarza nie należy do najpozytywniejszych, to jego kreacja, ujęta w niesamowitym dziele serbskiego artysty, z pewnością dostarczy rozrywki na najwyższym poziomie. Mamy nadzieję, że i ten numer sprawi Wam trochę radości. W końcu kto nie lubi piratów i zombie? Nawet jeżeli jedni i drudzy nie prezentują się w dzisiejszych czasach tak jak za czasów naszej młodości, to zawsze możemy zasiąść w fotelu i sięgnąć po jakiś podniszczony, pożółkły zeszycik z kolorowymi obrazkami wypchanymi po brzegi superbohaterami.

P.S. Dziewiętnastego i dwudziestego października w Nysie nieoczekiwanie nastąpi epilog tegorocznych komiksowych festiwali, co niezmiernie cieszy.


Tekst: Dawid Śmigielski
Ilustracja: Anna Krztoń

czwartek, 17 października 2013

Wstępniak – „Wrzesień”


Rok w rok wrzesień kojarzy się z wybuchem drugiej wojny światowej i rozpoczęciem roku szkolnego. Słusznie. Mi od kilku dobrych lat ten ostatni miesiąc lata kojarzy się z oczekiwaniem na program Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier, który odbędzie się w dniach 4–6 października. Jak to zwykle bywa, na plan największej komiksowej imprezy w środkowowschodniej Europie trzeba czekać do ostatniej chwili. Już teraz wiadomo, że łódzki konwent odbędzie się w Atlas Arenie, a nie w EC1, jak pierwotnie planowano. Tak czy inaczej będzie to nowe miejsce dla fanów odwiedzających MFKiG. Wróćmy jednak do września. Po wakacyjnej przerwie powraca Menażeria, a w niej dział Pod Okładką.

Nie poświęcamy tego numeru komiksowi wojennemu, choć w pozycjach recenzowanych przez Asię Wiśniewską i Szymona Gumienika wojna jest obecna. W naszym wrześniowym numerze, rozpoczynającym nowy rok (kto nie liczy nowego roku od września tylko od stycznia niech podniesie rękę), najwięcej miejsca zagarnął dla siebie temat Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, kolekcji, która poradziła sobie i radzi dalej na naszym rynku całkiem dobrze. Wbrew wielu pesymistycznym głosom. Poza tym recenzujemy „Uzbrojony ogród” (David B., wyd. Kultura Gniewu) i „Pjongjang” (Guy Delisle, wyd. Kultura Gniewu), których autorzy mieli pojawić się na festiwalu w Łodzi. Ten pierwszy będzie, drugi niestety odwołał swój przyjazd (choć Kultura Gniewu obiecuje ściągnąć go niezależnie jeszcze w tym roku). Polski festiwal odwiedzi również Don Rosa, prawdopodobnie najpopularniejszy twórca komiksów z Kaczorem Donaldem i spółką, dlatego i jego dziełu – „Życiu i czasom Sknerusa McKwacza” – poświęcamy w tym numerze kilka słów. I znów zahaczamy o październik.

Chyba jesień się zaczyna.



Tekst: Dawid Śmigielski
Ilustracja: Zoltan Fritz