niedziela, 26 maja 2013

Samotny wilk: Lutosławski



Tekst ten proponuję wziąć w nawias opinii samego Witolda Lutosławskiego na temat osób piszących o muzyce: „Komentatorzy nie dają przemówić samej sztuce, wtłaczają się pomiędzy dzieło i odbiorcę, zagadują czytelnika, każą milczeć autorowi i przeczekiwać ich gadanie” (11/III 66). Instynkt samozachowawczy podpowiada, że niezbyt rozsądnie byłoby drażnić wilka. Dlatego postaram się zagadywać możliwie mało, w miarę możliwości dopuszczając go jak najczęściej do słowa. W końcu głosu nie mają ponoć dzieci i ryby, natomiast mają go umarli – ci przynajmniej, którzy zawczasu zatroszczyli się o jego utrwalenie (lub zatroszczyli się o to inni) – ot, choćby dzięki takim autorefleksyjnym „Zapiskom” (W. Lutosławski, „Zapiski”, opr. Z. Skowron, Towarzystwo im. Witolda Lutosławskiego, Warszawa 2008) czy nagraniom w archiwach Polskiego Radia, będących pozostałością rozmaitych wywiadów („Witold Lutosławski w Polskim Radiu”, Polskie Radio SA, Warszawa 2004, PRCD 181–182).
Wilczą samotność proponuję więc rozgryźć tropem wilczych śladów – tyle że nie łap, a wypowiedzi. Samotność nie cierpiętniczą, bo wybraną świadomie, będącą ukierunkowaniem się osobnika, podejmującego twórczość na osobności, w stronę inną od stada współczesnych. Rozgryzać będę z nadzieją, że autor przytaczanych wypowiedzi (nawet jeśli nie zgodzi się z łączącym je komentarzem) nie zarzuci mi, że nie dopuściłam go do głosu i spokojnie przeczeka moje gadanie (nie takie zresztą odosobnione w roku Lutosławskiego).

Samotność wilka – samotność języka
Oddajmy głos kompozytorowi – niech sam wytłumaczy się i postawi problem wilczego aspektu swojej artystycznej tożsamości:
„Zdecydowałem się na pracę od… od zera w 48 roku. Nie znajdowałem wokół siebie żadnych modeli, żadnych trendów, które mogłyby mi w tym pomóc, aby odnaleźć język muzyczny i w ogóle estetykę, której pragnąłem. To była praca całkowicie samodzielna. Nie zależało mi na tym, aby uczestniczyć w jakichś prądach, w jakichś modach, w jakichś – ewentualnie –kierunkach estetycznych – nie dlatego, żebym się specjalnie od tego chciał dystansować – ale po prostu miałem pilniejsze zadanie – to jest powiedzieć to, co chciałem powiedzieć – i do tego potrzebny był mi język, którego wokół siebie nie znajdowałem – musiałem go sam wypracować. Tak się też stało. Ktoś mnie się kiedyś zapytał: «czy pan należy do jakiegoś kręgu, czy do jakiegoś trendu, czy jest pan samotnym wilkiem?» («lonely wolf» – jak powiedział ten interviewer – bo to był Amerykanin), a ja powiedziałem: «Tak. Ja jestem lonely wolf»” (PRCD 181-182).
Wybór wilczej samotności podyktowany jest u Lutosławskiego pragnieniem wypracowania własnych środków muzycznego wyrazu, umożliwiających komunikację tego, co istotnego ma on do powiedzenia. Traktując twórczość jako wypowiedź – językowo-muzyczną makietę mikrokosmosu indywidualności – wilk gardzi językiem stada, który nie odnosi się do tej rzeczywistości, na opisywaniu której szczególnie mu zależy. Do artykulacji własnego świata potrzebny jest inny kod, jakiego kompozytor wokół siebie nie znajduje – i dlatego postanawia go wypracować. Samotność wilka jest więc samotnością języka.
Paradoks sytuacji polega jednak na tym, że to język najwydatniej podkreśla stadność człowieka, a wspólnie podzielane reguły komunikacji stoją na straży międzyludzkiej zrozumiałości – możliwości odnoszenia się do tych samych rzeczy, zjawisk. Funkcjonowanie mowy zakłada intersubiektywność odniesień i znaczeń, wiąże się z zewnętrzną determinacją zachowań przez otaczający świat – i równie zewnętrzną kontrolą grupy, w ramach której komunikacja zachodzi. Języka prywatnego – mówiącego o świecie zamkniętym w jednostce – nikt nie mógłby zrozumieć, bo człowiek – jak wilk – jest zwierzęciem stadnym – i mowa, jaką się posługuje, jest zawsze językiem stada, poza którym niemożliwa jest komunikacja, zostaje tylko samotność (lub – równoważna jej – kompletna niezrozumiałość). Czemu więc wilk odrzuca język stada i zdaje się tylko na siebie, wyruszając na bezdroża stepu?

Język samotności i jego nędza
Taki wybór okazuje się w kontekście przekonań Lutosławskiego koniecznością, jedyną drogą do pełnej samorealizacji – urzeczywistnienia świata osobowości w ukształtowaniach materii muzycznej.
 „Charakterystyczne i istotne dla naszych czasów jest w sztuce tworzenie indywidualnych sposobów wyrażania się – języków – w przeciwieństwie do dawnych epok (np. baroku), w których istniały mniej lub więcej wspólne, ogólnie obowiązujące sposoby wyrażania się. Dziś, w epoce zamierzonej «wieży Babel» traktowanie cudzej indywidualnej zdobyczy w dziedzinie języka jako wspólnej własności jest nie tylko zapożyczeniem, imitacją, plagiatem, jest poza wszystkim anachronizmem” (10/XI 61). Dla wilka-modernisty świat ograniczony zostaje językiem – obwarowany i zindywidualizowany jego odrębnością. Na nowo więc, jak niegdyś dla Wittgensteina „granice mego języka oznaczają granice mego świata”. Osobowość modernisty szuka adekwatnego dla siebie wyrazu – tworząc swój indywidualny kod. Ten jednak – wobec braku intersubiektywnego dookreślenia pozajęzykowych odniesień – zdolny jest tylko do monologu, podobnego wilczemu wyciu. Odczuwany jako wewnętrzna konieczność imperatyw osobności języka wymusza w końcu zobojętnienie na komfort bycia rozumianym. „Każdy musi sam sobie szukać pokarmu, skazany jest na «nędzę awangardowości»” (6 II 59). Nędzarze-awangardziści, jak głodne wilki, chwytają się wszelkich sposobów zdobyczy, działając na własną rękę, od czasu do czasu stykają się na festiwalach i popisują pomysłami, by znowu rozbiec się w różne strony.

Samotność i instynkt przetrwania
Skoro samotność stała się imperatywem, z porzuceniem stada nastąpiło konieczne uniezależnienie się od życia intersubiektywnego na rzecz wiary we własną wewnętrzną busolę. Instynkt stadny zdominowany został instynktem przetrwania – możliwego tylko dzięki trwałości mikrokosmosu dzieła.
„Aby dojść do czegoś sensownego, trzeba być całkiem uniezależnionym od życia zewnętrznego” (24/X 59). Przecięcie więzów języka łączącego ze stadem przecina też więzi dialogu, choćby tylko potencjalnego. Toteż Lutosławski krytykuje webernistów spod znaku drugiej awangardy za to, że „są zdani na ciągłe konfrontacje i dlatego żaden z nich nie próbuje nawet skupić się nad czymś bardziej trwałym, konsekwentnym, długodystansowym. Zaangażowanie się w ustawiczny dialog z opinią jest rodzajem niewoli” (24/X 59). Wspólność języka opiera się na zaakceptowaniu przez grupę niewoli podporządkowania się regułom gry, nastawieniu na interakcje i poddaniu intersubiektywnej kontroli porównań w ramach porządkujących życie konwencji. Jeśli odnoszenie się twórczości do wspólnych reguł stanowi kryterium stadnej przynależności, to samotność wilka jest deklaracją niepodległości krnąbrnego mikrokosmosu: „zasadniczym celem w mej twórczości nie jest dialog z innymi twórcami czy polemika z zastanym stanem rzeczy. Jest nim zupełnie co innego: danie możliwie najwierniejszego wyrazu temu wszystkiemu, co narzuca się mej kompozytorskiej wyobraźni i co odpowiada mym osobistym pragnieniom i gustom. Aby to osiągnąć, konieczna jest stała praca nad wzbogacaniem i odnawianiem własnego muzycznego języka” (12/IX 65). Żeby w przestrzeni intersubiektywnej mógł zaistnieć świat niepowtarzalnej wilczej osobowości, trzeba przełożyć go na struktury partytur sobie tylko znanym kodem, nieobecnym we wspólnym języku, zaistnieć głosem całkowicie odmiennym. Zawsze będzie to jednak podobny wyciu do księżyca monolog, nie dialog; język prywatny, skazujący na samotność, w której kształtuje się wolno i utrwala w partyturach językowa makieta wilczego mikrokosmosu, rysującego się innym zawsze z odległości.

Wilk i księżyce nieznanych światów
Samotne wilki wyją do księżyca. Lutosławski przyznaje, że jego poszukiwaniami jeszcze nieistniejących rozwiązań formalnych w samotności kieruje „stała tęsknota za nowym, nieznanym światem dźwiękowym” (3/XI 64) – językowo-muzycznym ekwiwalentem własnej indywidualności. Ale w wilczej samotności dalekie może stać się bliskie – jak księżyc majaczący z horyzontu – wobec perspektywy urzeczywistnienia odosobnionych światów w jakoś dostępnych percepcji strukturach. Toteż „twórczość w dziedzinie samego języka jest koniecznością i każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu ją uprawia” (10/X 62). Na język skazani są wszyscy – nawet samotne wilki, ryzykujące kompletną niezrozumiałość w międzyludzkiej przestrzeni, pełnej wycia nieznanych światów.
Jednak te nieznane, percepcyjnie odległe światy dźwiękowe kuszą wilka jak księżyc, bardziej niż stado i jego korzyści, skłaniają do konstruowania: „Prawdziwie dobra muzyka rodzi się na gruncie zasadniczego znudzenia wszystkim, co się słyszało i słyszy; rodzi się z tęsknoty za czymś nieznanym, czymś, co może wyrwać nas z nudy. Tęsknota ta jest źródłem pomysłów, te zaś – nowych utworów!” (8 VIII 64). Samotny wilk utożsamia się ze światami dalekimi jak księżyc, konstruuje w wyobraźni sięgające ich mosty, pokonując odległość i nudę. Oddalony od stada – poprzez zerwanie z automatyzmem i przewidywalnością reguł – wypuszcza się na bezdroża, zdając się na instynkt, prowadzący ku światom, jakoś odpowiadającym samotno-wilczej wyobraźni. Włócząc się po bezdrożach, pogardzając łatwo dostępną zdobyczą, kieruje się ku celom odległym, niepewnym, niewiadomym – podejmuje ryzyko polowań w miejscach dotychczas nieoznaczonych. „Okres, który od dłuższego już czasu przeżywam (parę lat) jest nieciekawy. Jest to okres wzmożonych poszukiwań odpowiednich dla mnie środków wyrazu. (…) te poszukiwania postępują wolno, (…) niewiele przynoszą trwałych zdobyczy. Rezultatem tego stanu rzeczy jest fakt, że utwory tego okresu (…) stoją na pewno niżej od niektórych poprzednich moich utworów (…). Dla mnie osobiście mają jednak wartość większą niż tamte, ponieważ prowadzą do czegoś, przygotowują coś, ułatwiają coś, co będzie o wiele bardziej moje własne” (12/II 61).
Samotność wilczych poszukiwań jest też samotnością długodystansowca – z dala od stada przemierza on przestrzenie czasu, pokonuje niezmierzone dystanse – i to w okresie wielkiej niecierpliwości, w którym niezmiennie upragniona nowość jest tym, co najszybciej się starzeje. Ale wilka interesuje tylko trwałość światów przynoszonych z drogi po bezdrożach nieprzeliczonego czasu. Za ten właśnie czas – potrzebny na konstrukcję własnego języka „od zera” – Doktor Faustus sprzedał duszę diabłu.
Te zadziwiające cierpliwością kształtowania solidnej makiety mikrokosmosu długodystansowe łowy to „instynktowne poszukiwanie tego, co wydaje się w muzyce trwałe. Między innymi poszukiwanie formy, która byłaby czymś więcej, niż rezultatem procesu jej rozkładu” (2/X 66). Ze swojej włóczęgi w czasie wilk chce koniecznie wynieść trwałość czegoś własnego, co zostanie jak księżyc, choćby nawet daleko nad horyzontem, na uboczu współczesności.

Co widzą wilki na krążku księżyca?
Wilkiem kieruje więc pragnienie ocalenia monologu, własnego przekazu – w samotności. Zamknięte w sobie, uzbrojone w zęby, oporne mikrokosmosy obracają się w kółko, zagęszczając wokół siebie materię muzyczną w świat. Planety płyt jak światy zapisane w partyturach przywołują do życia dziwne stwory, „dziwotwory wilczej wyobraźni”. Skrzeczą, trzepoczą i wyją ptaki, ptaszyska, wilki – ożywa menażeria emocji, zaklętych w komplikacje muzycznej struktury, wyrzeźbionych w fakturze orkiestry, ściganych chmarami blachy, rozwijających się drzewem, najeżonych smyczkami, osiągających komunikatywność na poziomie zwierzęcym – galopu, świstu, skowytu, trzepotań i wzniesień, zawsze bardziej lub mniej daremnych.
Pytanie o zrozumiałość twórczości – mikrokosmosu ograniczonego językiem – jest w tej sytuacji pytaniem o jego „być albo nie być” we wspólnej przestrzeni. Ale takiej samotne wilki nie mają. Komunikują się na duże odległości w oparciu o księżyc, pozamykane jak całkiem osobne planety w swoich językach. Przestrzeń międzyludzka jest dla nich przestrzenią kosmiczną, w której odległe od siebie o lata świetlne estetyki krążą po orbitach zimna i samotności, kręcąc się w kółko wokół własnych, egocentrycznych osi – nocą, w której na odległych planetach płyt, monologując w wyosobnionych, wykluczających interakcję odtwarzaczach, wyją samotne wilki.

Wilk nie wyje z żalu
W końcu intelektualny chłód partytury dobrze konserwuje upolowaną zdobycz, materializuje wilcze marzenia, a świadomy wybór samotności wiąże się z wiedzą co jej do konsekwencji:
„Trudno jest się oprzeć wrażeniu, że poszukiwania w dziedzinie języka muzycznego, prowadzą do rozchwiania się kontaktu artysty twórczego z jego odbiorcą. Ale jestem pod tym względem optymistą – uważam, że jest to rozchwianie tylko czasowe – po prostu słuchacz po pewnym czasie oswaja się z językiem wprowadzanym przez kompozytora i zaczyna nie tylko go rozumieć, ale – może go nawet polubić. Ze swej strony zawsze staram się być niezależnym od ewentualnego powodzenia czy niepowodzenia, czy zrozumienia, czy niezrozumienia u moich słuchaczy, a tym bardziej u krytyki. Ta niezależność, uważam, jest warunkiem pierwszorzędnego znaczenia. Staram się w swojej muzyce powiedzieć przede wszystkim to, co jest dla mnie najważniejsze – prawdę artystyczną, jak to się pompatycznie mówi. I żywię się po prostu nadzieją, że istnieje pewna ilość ludzi, do których jestem podobny. I dla tych ludzi – ta muzyka – tworzona przeze mnie – chociaż w oderwaniu bezpośrednim od myśli o tym słuchaczu – jednak dla tego słuchacza jest pisana” (PRCD 181-182).
Niezależność, swoboda twórcza jest dla wilka warunkiem pierwszego znaczenia, ze względu na które porzuca on skrępowane wspólnym językiem stado. Jednak z dala od stada żywi się nadzieją, która jak księżyc – punkt odniesienia – podtrzymuje go w samotności. Samotne wilki komunikują się na dużą odległość w oparciu o księżyc, okrągły i błyszczący jak płyta, przynosząca materializację świata w języku.
 „Naczelnym motywem w mym działaniu jest danie najwierniejszego świadectwa, «materializacja» świata istniejącego we mnie i ustawicznie się rozwijającego. (…) Czy moje stanowisko jest ściśle introwersyjne? (…) Żarliwe pragnienie łączności z ludźmi poprzez sztukę stale mi towarzyszy. Moje wysiłki jednak nie mają na celu zjednania sobie jak największej ilości słuchaczy i zwolenników. Nie pragnę zjednywać, natomiast pragnę odnajdywać. Odnajdywać tych, którzy w najgłębszych warstwach duszy czują tak samo jak ja” (24/III 72). Wilk, mówiąc twórczością o własnym świecie, wypowiada się bez kompromisów co do reguł intersubiektywności. Taka postawa może wprawdzie eliminować słuchaczy, ale „ci, którzy zostają, stanowią za to skarb nieoceniony. Są ludźmi bliskimi, mimo że mogą być nieznanymi osobiście. Twórczość artystyczna może wiec stanowić między innymi swoiste łowy dusz ludzkich, zaś wyniki takich łowów przynoszą lekarstwo na jedno z najdotkliwszych cierpień człowieka: uczucie samotności” (24/III 72). Paradoksalnie, samotność wilka służy kojącym uczucie samotności łowom dusz – kompozytor wybiera odosobnienie, by przezwyciężyć je mostem oddziaływania twórczości na odległość. W ciszy tego odosobnienia zachodzi dziwna komunikacja mikrokosmosów, oddalonych i niezależnych od siebie jak planety, a jednak oddziaływaniem na odległość podtrzymujących się w swoim ruchu. Przestrzeń kosmiczną, pustkowia stepu, bezdroża milczenia – samotny wilk wypełnia je brzmieniem monologu, kierowanego ku nieznanym światom.



Tekst i ilustracje: Małgorzata Burzyńska

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza