piątek, 9 maja 2014

Drugie życie van Gogha


Biografia jednego z najsłynniejszych malarzy, Vincenta van Gogha, fascynuje i zaskakuje po dziś dzień, i to nie tylko miłośników sztuki. Dzieje się tak, ponieważ jego życie to pasmo porażek oraz twórczej pasji, a jego dzieła o wiele silniej oddziałują na wrażliwość odbiorców współczesnych niż jemu współczesnych. Skomplikowaną i tragiczną biografię twórcy na język komiksowy przełożył serbski artysta Gradimir Smudja, tworząc inspirowane malarstwem van Gogha tomy: ,,Vincent i van Gogh” oraz ,,Trzy Księżyce” (Timof Comics, Warszawa 2013). Powodem, dla którego dzieło Smudji nie wpisuje się w żaden schemat, jest niecodzienne ujęcie losu van Gogha. Autor nie poprzestał na odtworzeniu najważniejszych momentów w życiu malarza, on niejako stworzył van Gogha na nowo, dając mu dosłownie drugie życie. Ale zacznijmy od początku.

Vincent van Gogh (1853–1890), autor słynnych ,,Słoneczników” oraz szeregu autoportretów, jest znany jako artysta niespełniony, który dopiero pośmiertnie zyskał sławę[1] . Niezrozumienie jego twórczości, kłopoty natury finansowej, trudny charakter oraz początki choroby umysłowej doprowadziły go do samobójstwa. Taką wersję wydarzeń znamy z biografii malarza. W dziele Smudji van Gogh jest zaś tylko jednym z bohaterów. Serbski artysta pokazuje nam historię zupełnie inną, historię niejako na opak, a rozpoczyna się ona w momencie, gdy marzący o karierze malarza van Gogh znajduje na ulicy rannego, rudego kota o imieniu Vincent… Vincent nie jest zwykłym dachowcem. Pod wpływem jego niezwykłych umiejętności malarskich powstają znane nam „Słoneczniki” i nie tylko. Wkrótce van Gogh i Vincent stają się nierozłączni, kocur zyskuje coraz to większe znaczenie w tym duecie, a malarz jest jedynie cieniem swego futrzanego kompana. Stopniowo to zwierzę dominuje nad człowiekiem. Do dnia, w którym van Gogh zyska możliwość podpisania się pod dziełami swego zwierzęcego mistrza własnym imieniem i … niezwłocznie wykorzysta tę możliwość. Tak według Smudji – przez przywłaszczenie sobie cudzych dzieł – zrodził się geniusz van Gogha.

Obrazoburcze? Nieprawdopodobne? Możliwe. Wszak dzieło Gradimira Smudji nie predestynuje przecież do miana naukowej biografii. Bohema artystyczna Paryża jest tu przedstawiona z dużym przymrużeniem oka. Spotykamy malarza Henriego Toulouse-Lautreca (1864–1901), malującego kabarety i nocne życie kawiarń. Pojawia się postać Gauguina (1848–1903), znanego z przesyconych kolorem płócien z Tahiti. Smudja przywołuje też, jakżeby inaczej – Claude’a Moneta, zwanego ojcem impresjonizmu, oraz postaci Degasa i Maneta[2]. Bohaterowie przewijają się przez nocne kluby, spelunki i pracownie artystów, zwiedzają dworzec Orsay oraz poznają magiczną Prowansję. Wymienieni malarze istnieli i działali w Paryżu w czasie pobytu Vincenta van Gogha. Van Gogh znał Paula Gauguina, który potem wyjechał na Tahiti. Obaj malarze podróżowali nawet razem do Prowansji, gdzie w Arles powstało wiele sławnych obrazów, jak choćby ,,Żółty Dom” (1888) – wizerunek nieistniejącego już budynku, w którym obaj mieszkali[3].

W Prowansji objawiły się ponownie choroba Vincenta, nastąpił też epizod z odcięciem sobie ucha[4]. Malarzem opiekował się miejscowy lekarz, doktor Gachet, uwieczniony na wielu obrazach. W ataku choroby van Gogh próbował się zabić i w konsekwencji śmiertelnie się postrzelił. Zmarł po kilku dniach, po czym jego prochy złożono na cmentarzu w Auvers-sur-Oise. W rok potem obok niego pochowano jego ukochanego brata, Theo, który zawsze wspierał van Gogha i stał się propagatorem jego sztuki. Tyle o faktach.

W komiksie tym swobodnie mieszają się czas i miejsca, bohaterowie oraz obrazy. Smudja pełnymi garściami czerpie w końcu ze sztuki impresjonistów i z całej historii malarstwa europejskiego. Pojawiają się jeszcze elementy całkowicie fantastyczne. W magiczno-komicznej podróży obserwujemy, jak swoiste alter ego malarza, kot Vincent, stopniowo zaczyna nad van Goghem dominować, a para ta ma w sobie coś z Dr. Jekylla i Mr. Hyde’a. Mamy tu papugę Gauguina o imieniu Paul, którą czeka tragiczny koniec jako danie główne. Ulice Paryża przemierza słonica Carmen, a cyprysy, którym van Gogh poświęcił szereg obrazów, zyskują własny głos. Smudja tworzy bajeczny konglomerat groteski i humoru, kpiny i realizmu, żongluje odniesieniami i obrazami. W komiksie znajdziemy nawiązania do popkultury oraz ikon francuskiej historii kina oraz komiksu. Nieprzypadkowo ukochana Vincenta, aktorka M.M, przypomina Marilyn Monroe. Pojawiają się Brigitte Bardot (znaną z obrony praw zwierząt) i komiksy o Tintinie, a także nawiązania do „Ojca Chrzestnego”.

Ilustracje są oczywiście inspirowane soczystą i intensywną twórczością van Gogha. W niektórych kadrach komiksu odnajdziemy nawiązania do Salvadora Dalego (1904–1989) (zegary w ,,Trzech Księżycach” a zegary w dziele Dalego „Trwałość Pamięci” z 1931) czy amerykańskiego realisty Edwarda Hoppera (1882–1967). W jednej ze scen widzimy postać znaną z rzeźby autorstwa E. Degasa „Czternastoletnia tancerka”[5]. Smudja z mistrzostwem pokazuje czytelnikowi scenę, w której Vincent i van Gogh trafiają do fast foodu, gdzie rodzina spożywa akurat… frytki. Jednak nie każdy rozpozna w tym kadrze nawiązanie do mniej znanego obrazu van Gogha „Jedzący kartofle” (1885). Pastisz? Smudja dostarcza nam wiele takich niuansów, jednak żeby w pełni je docenić, należy znać nieco biografię malarza. Stąd przed lekturą komiksu wskazane jest przypomnieć sobie parę faktów z historii sztuki. Utrudnia to nieco odbiór komiksu przeciętnemu czytelnikowi, który nie jest specjalistą w dziedzinie postimpresjonizmu. Dzieło serbskiego artysty jest to zatem rzecz dla określonego czytelnika, który w założeniu powinien te nawiązania i drobne cytaty odczytać. Jeśli jednak ktoś niekoniecznie chce zagłębiać się w umysł van Gogha i śledzić, czym różnią się „Słoneczniki” (1888) od drugiego obrazu namalowanego w tym samym roku, pozostaje warstwa pierwsza dzieła. To uniwersalna opowieść o pasji, wierze, przyjaźni i potędze sztuki. Okraszona bogatą wyobraźnią, humorem i przygodą, oraz niezwykłymi rysunkami i kolorami inspirowanymi „Gwiaździstą nocą” i „Pokojem malarza w Arles”. Za mało? Nie sądzę. Chętni zawsze mogą odwiedzić National Gallery w Londynie, gdzie po raz pierwszy od 65 lat zestawiono dwie wersje „Słoneczników” van Gogha[6].

Joanna Wiśniewska




[1] Wiadomości dotyczące biografii malarza pochodzą z publikacji „Van Gogh” Ingo F. Walther, wyd. Taschen, Warszawa 2007. W 2002 roku Czytelnik wydał zbiór listów braci van Gogh – Theo i Vincenta, dający niezwykłą możliwość wejrzenia w umysł artysty oraz zrozumienie relacji łączących go z bratem, por. ,,Listy do brata” V. van Gogh, Czytelnik, Warszawa 2002. O życiu i malarstwie Vincenta traktuje też znakomita powieść Irvinga Stone’a „Pasja Życia”, Muza, Warszawa 2012.

[2] Na temat postimpresjonizmu oraz artystów związanych z tym nurtem pisze w swej monografii W. Juszczak, por. „Postimpresjoniści”, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1985, (wyd. III).

[3] Do Arles Vincent pojechał w 1888 roku, tam też powstały jego najlepsze obrazy.

[4] Pamiętny „Autoportret z odciętym uchem i fajką” z 1889 roku, znajdujący się w Collection Niarchos.

[5] Obecnie w Metropolitan Museum of Art rzeźba przedstawia dziewczynkę w stroju baletnicy, powstała ona w 1879 roku.

[6] Por. http://www.nationalgallery.org.uk/whats-on/exhibitions/the-sunflowers.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza